Tak jak Michael Jackson sobie zażyczył prawa rodzicielskie do Paris i Prince Michaela będą należeć do jego matki, Katherine Jackson (79). O dziwo nikt nie poszedł do sądu - ugoda została osiągnięta poza nim. Jedyne czego biologiczna matka, Debbie Rowe (na górze, z ręką w odbycie konia), żąda, w zamian za swoje dzieci, to możliwość wizyt oraz opieka psychologa nad malcami (Prince Michael I podobno był światkiem reanimacji swojego ojca - to zdecydowanie wymaga psychonadzoru). Podobno jednym z warunków jest także przysięga, że Joe Jackson nie pomoże w "wychowywaniu" potomków Króla Popu. Ja personalnie myślę, że dobrym pomysłem byłoby także całkowite wyeliminowanie z ich okresu dorastania LaToyii oraz Jermaina, którzy najbardziej wdali się w ojca. Naprawdę lepiej trzymać dzieci z daleko od tego typu pazerności i nieodwzajemnionej, tragicznej miłości do showbiznesu.
A à propos Joe Jacksona, przeżywa on kolejny okres świetności, udzielając miliona wywiadów i wymyślając kolejne, z palca wyssane teorie i historie dotyczące Michaela. Ostatnio np. potwierdził plotkę o tym, że Michael miał rzekomo sekretnego syna - Omera Bhatti. Sam Omer (po lewej, obok Michaela) z całych sił zaprzecza. Utrzymuje, że jest Norwegiem, który tylko bardzo przyjaźnił się z Michaelem od dziecka, mieszkał z nim w Neverland przez pewien okres i ulegał bardzo wielu jego taneczno-muzycznym wpływom. Ale skoro Joe Jackson ma teorie i wizje pieniężne z nim związana to Omer może sobie zaprzeczać ile chce.
Joe, który potwierdza, że Omer Bhatti jest synem Michaela:
Oraz dodatkowo słodki 3-letni Prince Michael grający w szachy z swoim Daddym:
Paris Jackson chciała żebyśmy popełnili samobójstwo z rozpaczy.
Od początku postanowiłam być twarda. Zwłaszcza, że gwiazdy miały być cienkie, nienależące do plejady moich ulubieńców. I rzeczywiście przez pewien czas mi się udawało.
Najpierw wjechała złota trumna (which means: przez cały koncert przed sceną leżał trup). Potem zaśpiewała Mariah Carey i stwierdziłam, że jak tak to ma dalej wyglądać to nawet jednej łzy nie wyleję. Queen Latifah reprezentująca fanów mówiła z serca i bardzo pięknie "(...) we are missing Michael Jackson but we do know we had him and we are the world", czułam się dobrze przez nią reprezentowana. Następnie typowy Stewie Wonder (ile można?) i przemowa koszykarzy - Kobe Bryant wyglądał hot. Koszykarze nie dość, że zaskakują tym, że umieją mówić, to zawsze mówią po ludzku i z urokliwą prostotą - Magic Johnson i Kobe nie owijali w bawełnę i nie byli ckliwi, według mnie najlepsza przemowa. Gdy Jennifer Hudson, która o dziwo żyje i ma się ok, zaśpiewała "Hold me like a river Jordan..." poleciała mi pierwsza łza. Widać było, że dziewczyna ma smykałkę do przeżywania tragedii. Ten układzik i na końcu głos Michaela! Heartbreaking!
Chłopak Jennifer Aniston, John Mayer świetnie, po prostu świetnie zinterpretował 'Human Nature', choć w sumie to tak dobra piosenka, że ciężko byłoby ją zwalić. Potem Al Sharpton przedstawił Michael jako jedną z przyczyn dlaczego Ameryka ma dziś czarnego prezydenta, jako prawdziwego świętego, jako człowieka, który naprawdę zmienił świat. Całkiem niezła przemowa, ale i tak koszykarze wygrywają. Po nim pojawiła się ex-panna Michael Brooke Shield, zaczęła od wdawania się w szczegóły ich relacji, po czym zacytowała Małego Księcia. Po jej wystąpieniu jedyne, nasuwające się wnioski to: kochała Michael za bardzo i nigdy jej nie puknął.
Wkrótce na scenę zawitał Jermaine Jackson i zaśpiewał ulubioną piosenkę Michaela 'Smile' z repertuaru Charliego Chaplina i choć nie było źle i tak pokazał światu dlaczego to właśnie Michael, nie on, był lead vocalem w Jackson 5. Usher ze swoją histeryczną interpretacją 'Gone Too Soon' przyprawił mnie o to samo, o co przyprawia mnie oglądanie jego klipu do 'Yeah Yeah Yeah', z szacunku do Króla Popu nie nazwę dolegliwości po imieniu. Po tym jak Usher wyściskał wszystkich z Jacksonowej familii (najzabawniejsze było jak Prince Michael i Blanket, mimo jego prób zmacania, totalnie go zlali) Smokey Robinson zaczął przynudzać, ale jedyny zauważył fakt, jak trudno jest żegnać ludzi od nas młodszych, jak trudno jest żegnać syna, młodszego brata, podopiecznego i, że to nie jest naturalna kolej rzeczy. Następnie przemówiła członkini kongresu Sheila Jackson-Lee. Była to bardzo amerykańska przemowa z powerem, również przedstawiająca Michaela jako świętego - ostatecznie utwierdziła mnie w przekonaniu, że Michael Jackson naprawdę był święty.
Podczas 'We Are the World/Heal the World' na scenie pojawili się wszyscy wykonawcy oraz cała rodzina i to był moment, kiedy nie dało się już powstrzymać łez. Lionel Richie wyglądał na bardzo wzruszonego i przejętego, Jermaine przeżywał renesans towarzyski, a Michaelowe synki miały duże trudności w odnalezieniu się na scenie. Na koniec przemówiła sama rodzina. Najpierw Jermaine, potem Marlon, który podobno był najbardziej bity przez Joe Jacksona, dlatego można mu wybaczyć tę przydługą mowę. La Toya i Janet Jackson, mimo że nie urzekły nas słowem, wyglądały olśniewająco. A gdy Marlon skończył nikt nie spodziewał się, że nastąpi to co nastąpiło. Wspierana przez Janet Paris Jackson swoim, łamiącym się głosem rozwaliła doszczętnie mnie i myślę, że każdego, kto oglądał - doszczętnie! Jej dwa krótkie zdania najlepiej oddały sens istnienia Michaela Jacksona. Dotarło do mnie, że tak naprawdę my z jego odejściem straciliśmy wiele, ale ona straciła znacznie więcej. Poniżej ten wzruszający moment:
Dodatkowo 'Will You Be There' w wykonaniu Michaela:
Pierzemy brudy wyczynowo. Wiemy, że Robert Pattinson i Kristen Stewart są razem. Jesteśmy czwartym Jonasem. Zostaliśmy adoptowani przez Brangelinę! Spaliśmy z Kokosimo! Czeszemy Zaca Efrona! Robimy nagie fotki Miley Cyrus!
Robert Pattinson, Jonas Brothers, Vanessa Hudgens, Zac Efron, Demi Lovato, Miley Cyrus już tu byli - czas na Ciebie!