17 wrz 2009

Chris Brown i prace społeczne.  

Jakoś za bardzo się cieszy i nie pokutuje należycie!! Chris Brown - jak ryba w wodzie.


Sprzątaj, tyraj, sprzątaj! Mam szczerą nadzieję, że ta praca rozpoczyna się o 5 rano i kończy dopiero o 19. Że żaden odbębniający z nim karę przestępca (a.k.a. inna niegrzeczna gwiazdka z L.A.) go nie lubi i podczas przerwy na lunch wszyscy rzucają w niego jedzeniem i plują w niego. Że akurat trafił w teren, który jest odwieczną drogą powrotu z imprezy Courney Love albo miejscem schadzek na szybki numerek Lindsay Lohan.



Na klipie poniżej widać, że Chris nie za bardzo przejmuje się ani nie ubolewa na swoim ciężkim losem. Zatem wniosek jest jeden: jest zwyczajnie stworzony do pracy fizycznej i idealnie się tam odnajduje. Jednak jest coś na co przydało się pobicie Rihanny - Chris Brown odnalazł życiowe powołanie.







XOXO
DR ALEX

1 mar 2009

Nowy sezon SKINS - trzeci.  

Bohaterowie poprzednich sezonów przegrali z młodszą siostrą Toniego Stonema - Effy i jej paczką.



Przedwczoraj, jako że nikt nie raczył mnie zabrać na piątkowe picie wódki, na hardkorze obejrzałam 6 pierwszych odcinków nowych Skinsów na raz. Przez to, że jak zwykle nie zostawiłam sobie czegoś na później znów muszę czekać i czekać, i czekać. Nie wiecie jak to jest, gdy obejrzało się już wszystkie seriale albo wiecie i mi współczujecie. A co gorsze kanał CW chce mnie zakopać żywcem w dołku zniecierpliwienia i wyemituje nowe Gossipy i Beverly za czas nieokreślony. W tej sytuacji pozostaje mi tylko najfajniejszy, w ogóle niewyreżyserowany reality show The City. Oby perypetie Whitney Port wystarczyły by zabić mój głód serialowy przynajmniej do nowych przyszłotygodniowych SKINSÓW. Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę z rozmiarów mojej frustracji i desperacji. Ostatnio, gdy byłam w podobnej sytuacji, wynalazłam sobie serial Summerland z Jesse'm McCartney'em i skatowałam się całym jego sezonem podczas dwóch dni. Pomijając fakt, że było warto (Jessemu wyfotoszopowali wszystkie syfy i wyglądał prawie tak ładnie, jak w video do Beautiful Soul) rozważam udanie się na odwyk.

Wracając jednak do SKINSÓW to poza tym, że jestem totalnie zachwycona i uważam, że jest to jeden z najlepszych współczesnych seriali, mam parę "ale". Zacznę jednak od tego, co w sezonie zdobyło moje serce, a zatem od świetnie dobranych nowych bohaterów.

EFFY

Elisabeth Stonem - od pierwszego odcinka pierwszych Skinsów była bohaterką, której losy stanowiły najciekawszy i najmniej rozwinięty wątek. Dlatego właśnie wywalenie całej starej ekipy na rzecz Kayi Scodelario, grającej Effy jest niesamowicie trafne. Reprezentuje ona inny typ młodzieży niż reprezentował jej brat, Tony. Te 3 czy ileś lat różnicy robią swoje. Ta młodsza młodzież jest bardziej zepsuta, odważniejsza w robieniu rzeczy niezgodnych z prawem, zdecydowanie bardziej pomysłowa i szalona, a wyrzuty sumienia są jej stanowczo bardziej obce. Podobnie jak Tony, Effy jest inna niż jej znajomi - zimna, oschła, inteligentna, wszystkowiedząca i prawie-czytająca w myślach. Jednak w odróżnieniu od Toniego jej czyny często motywowane są dobrem i chęcią sprawienia komuś przyjemności. Effy, której uroda graniczy z cudem natury (poza krzywymi nogami), nie zakochuje się i nikt nie może jej złamać serca, więc gdy na horyzoncie pojawia się Freddie, grany przez bajecznego Luke'a Pasqualino wszystko zaczyna się komplikować.

FREDDIE

Freddie to nietypowy, jak wszystko w nowych Skinsach, przystojniak. Zastanawiam się czy dałoby radę wynaleźć do tej roli kogoś piękniejszego i bardziej uroczego w Anglii (tak wiem, wiem według Was - Roberta Pattinsona! got it). Według mnie nie, nawet Ed Westwick (do którego zresztą Luke Pasqualino jest podobny) wymięka. Momenty kiedy Freddie pojawią się na ekranie zapierają mi dech w piersi i ciężko mi potem ochłonąć, gdy w kolejnej scenie widzę Pandorę czy Naomi. Freddie, jako że jest skejtem jest zawsze poraniony, podrapany, posiniaczony i zakrwawiony, co zdecydowanie dodaje mu hotnessu. Jeśli chodzi o ubrania reprezentuje on styl nowoczesnego poety-włóczykija, czyli: przetarte, podarte spodnie, niedoprane T-shirty, finezyjne kapelutki i obuwie rodem z kolekcji najek Samanthy Ronson. HOT! HOT! HOT!. Obawiam się, że Freddie zostanie uznany za piękniejszego od Maxxiego, znanego ze Skins 1, 2, a to wydawało mi się do tej pory niemożliwe. Skinsy 3 nie bez powodu zaczynają się jego streetem na desce, bo wprost nie można od niego oderwać wzroku. Freddie w serialu nie jest sam (choć mógłby), ma dwóch najlepszych kumpli - JJ i Cooka. Ich relacje są zagmatwane i gmatwają się tym bardziej, im bardziej Effy wchodzi między nich.

COOK

Cook, grany przez Jacka O'Connella to bez wątpienia moja ulubiona serialowa postać. Bardzo przypomina mi Dr Dembola, wręcz śmiem twierdzić, że producenci Skinsów oparli postać Cooka na jej osobowości, bez jej zgody i należytego wynagrodzenia, za które mogłaby sobie kupić odpowiednie ilości wódki i tramalu. Cook to przerażający pijak, ćpun i żarłok. Liczy się dla niego przede wszystkim i właściwie jedynie dobra zabawa. Zawsze uśmiechnięty i chętny do psoty zdobywa u mnie 10/10. Nie odznacza się może piękna buźką, chyba że komuś podoba się Rooney. Posiada jednak sporo sexapealu, wynikającego z charyzmy, lekkiej agresywności i pewności siebie, który przyciąga nie tylko widza, ale i bohaterki serii. W ciągu 6 odcinków, które obejrzałam udało mu się zaliczyć niemal cały cast. Cook podobnie jak Effy się nie zakochuje, a kobiety traktuje jak koleżanki do zabawy, które mogą mu zrobić dobrze. Gdy jest w pobliżu zawsze można liczyć na imprezę, rozrubę lub jakiś przelotny seksik - czyli wszystko, czego ja potrzebuję od serialu!

Nie chce mi się opisywać już reszty bohaterów, bo są zasadniczo nudniejsi, ale tak w skrócie:

JJ - lekko upośledzony, nieśmiały prawiczek-czarodziej, którym w przesłodki sposób Cook i Freddie się opiekują. Uwielbiam sceny, gdy go łaskaczą, to totalnie topi serce, podobnie jak fakt, że JJ miesiącami przygotowuje swoje czarodziejskie sztuczki.

Pandora - znana z wcześniejszej serii, mocno upośledzona i bardzo dziwna przyjaciółka Effy, która ma skłonność do nadmiernej ekscytacji, groteskowo wyolbrzymionej infantylności i bezdomnych chłopaków z Afryki.

Naomi Cambell - serialowa Lindsay Lohan, inteligentna heteroneohipiska. Z samotności zmusza się do lesbijstwa.

Bliźniaczki - skrajne przeciwieństwa. Jedna - nieujawniona lesba, zakochana w Naomi. Druga - pewna siebie miss popular, liżąca się w każdej wolniej chwili ze starym obleśnym zbokiem, który niestety jest jej facetem.


Poza nowym super castem są w nowych Skinsach rzeczy, których znieść nie mogę. Na przykład: widoczne zwłaszcza w pierwszym odcinku zamerykanizowanie. Pierwszy dzień w college'u jest wprost wykradziony z Never Been Kissed czy High School Musical. Oczywiście są to filmy z listy moich najukochańszych dzieł kina, ale Skins miało być europejskie!
Na dodatek czasem mam wrażenie, że serial opowiada o świecie z zupełnie innej planety, gdzie nastolatkom wolno wszystko i nigdy nie zostaną ukarane, a ich problemy są przedziwne i czasem niestety nieznośnie naciągane. (BTW od kiedy w Anglii jest tak ciepło i tak przepięknie zielono i jest tam taka niebieska woda w jeziorkach?) Najgorsze jest w tym wszystkim to, że Skinsy miejscami robią się zwyczajnie nudne i mam ochotę przewijać niektóre sceny, na co przy Skinsach 1, 2 ochoty nie miałam nigdy! Nie mogę wybaczyć scenarzystom jednej rzeczy już najbardziej ze wszystkiego - czemu zrobili z największego ciacha serialu, Freddiego, mega pipkę i gejusa, który zawsze pozostaje w cieniu swojego kumpla Cooka??? A jak już się chce wydobyć z tego cienia to zawsze w taki przepotwornie zcipiały sposób, że w każdym ich sporze nie da rady nie popierać racji Cooka.

Jednak to tylko głupie, mini wady, które tak naprawdę niewiele odbierają Skinsom z ich królestwa wspaniałości. Serial wciąż jest dla Was wszystkich według mnie pozycją obowiązkową. I ci, którzy nie ogarnęli dwóch pierwszych serii, mają jeszcze tydzień do nowego odcinka - nadróbcie zaległości!

A to moja ulubiona scena, chyba jedyna, w której Freddie nie jest cipą:





XOXO
DR ALEX

15 sty 2009

Najlepsi na trójkąt - Kristen Stewart i Robert Pattinson.  

Kolejna sonda dobiegała końca.

Większością głosów uzgodniliście, że lepiej się bzykać na raz z Kristen Stewart i Robertem Pattinsonem niż z Nickiem i Joe Jonasem. Yyy...ok. Może Wam się wydawało, że z Nikiem i Joe skończy się, max, na pomodleniu przed łóżkiem. Naprawdę myślicie, że Jonaski nie potrafią świntuszyć? - Szczerze wątpię. Wydaje się, że plusem opcji "Robret Pattinson i Kristen Stewart" jest fakt, że rzeczywiście Kristen jest całkiem hot i do zapodania. Ale, błagam, co byście robili z tą parką - patrzyli jak się NIE dymają?? Już lepiej, dla tej wątpliwej rozrywki, pójść na Twilight, przynajmniej nie ma wstydu, że patrzycie.



Trzecie miejsce: Lindsay Lohan i Samantha Ronson. Jeśli nie boicie się albańskich, niedożywionych chłopców to czemu nie (shut up!). Miejsce czwarte: Angelina Jolie i Brad Pitt (+dzieci) - dla mnie to trochę tak jakby to robić z Maryją i Józefem w Betlejem. Ale, jak widać, są chętni.

Jakaś mega mniejszość chciała dotykać niesławne Olsenki. Celebrudy nie popierają wielbicieli seksu z płodem. It's creepy and awkward. Przykro nam.

Niestety polskie gwiazdy, jak zwykle, zżenowały wszystkich swoją popularnością. Choć przyznam, że Maja Sablewska, pstrykająca mi foty jak liczę włosy Radzia (te dolne), tuż obok mnie naga Doda cicho nucąca "bedę ta sama ta sama" - to spełnienie wszystkich moich marzeń. Do 3 głosów na opcje "Piasek+ Kammel" przyznaje się doktor Dembol, dla której jest to jedna z dziecięcych fantazji obok wypicia litra wódki nosem.


XOXO
DR ALEX

28 gru 2008

Lindsay Lohan i Samantha Ronson – vagitarians donate to Diesel  

Lindsay Lohan i Samantha Ronson – jednak pod RayBanami mają oczy



Media już wielokrotnie donosiły o tym, że nad związkiem Lindsay Lohan i Samanthy Ronson zbierają się ciemne chmury. Jednakże vagitarianism ewidentnie służy Lindsay, która zmniejszyła częstotliwość przedawkowywania i odwiedzania rehabu do circa 5 razy na tydzień. Dlatego też Samantha Ronson is here to stay. Samantha Ronson, mimo że wygląda jak ostro podkurwiony, trzynastoletni, niedożywiony albański chłopiec (taki podobny grał dziś rano w tramwaju na harmonijce, dałam mu 2 zyla) jest 31letnią kobietą (OMG!). Słodkie życie 31-latki nie opiera się na walce z rozstępami tudzież na zabieganiu o zdolność kredytową – Samantha Ronson trudni się wciskaniem guzika play na laptopie oraz zbieraniem butów Nike Dunk.

Nas ten związek za bardzo nie szokuje. Na pewno mniej niż związek Tomasza Kammela z bankową matroną. LesLo przepuściła już przez swoje ‘fire croach’ całe
Hollywood dlaczego zatem nie dać szansy młodzianom z Albanii?

Lindsay Lohan od kultowego Mean Girls (kochamy Mean Girls, ta komedia nauczyła nas mówić zblazowane ‘shut up!’) grała wyłącznie w filmach, których nie chce kupić nawet Polsat 2. Dlatego na pewno cieszy ją ten cały medialny szum wokół jej wypadów z Sam na zakupy.

Na deser zwiastun filmu 'Mean Girls' ('Wredne dziewczyny'). Tak wiemy, że jest stary, ale jest fajny (zupełnie jak redakcja Celebrudów).


XOXO
DR DEMBOL

25 gru 2008

Ryan Gosling i grupa dzieci w ciemnym pokoju!  

Ryan Gosling śpiewa

Co mają wspólnego próby wsadzenia sobie całej pięści do buzi z próbami zostania gwiazdami muzyki przez aktorów? Takie próby z reguły kończą się niepowodzeniem! (odpowiedź 'udaje się tylko tym, co dobrze wsadzają do buzi' też jest punktowana). Za śpiewanie, z różnymi efektami brały się gwiazdy takie, jak Scarlett Johansson, Jared Leto czy Lindsay Lohan.
Ostatnio śpiewaniem zajął się Ryan Gosling, znany z roli Herculesa oraz z mega wyciskacza łez 'The Notebook' ('Pamiętnik'), w którym to na zmianę płacze, buduje dom oraz puka Rachel McAdams (to ostanie tak mu się spodobało, że zaczął to robić także poza filmem). Niedawno można go było oglądać także w filmie 'Lars and the Real Girl', gdzie posuwa plastikową lalkę - ciekawe czy ten nawyk też wyniesie do reala. Praktycznie w filmie zrobił już wszystko co się da, dlatego pewnie wziął się za muzykę. Obczajmy więc teledysk jego zespołu Dead Man's Bones:



'Zajebista nuta' to to nie jest, ale nawet mi się podoba, ale ja jestem po 3 drinkach (które pomogły mi jakoś przetrwać święta). A co myślicie Wy kochani czytelnicy?

XOXO
DR DEMBOL