Milo Ventimiglia to dość znany aktor, ale, co jest zabawne, nie udało mu się zagrać w żadnym sensownym filmie. "Rocky Balboa" był do tej pory jego maxem. Czyli, jak się okazuje, Milo Ventimiglia to 30-letnia gwiazdka seriali. Może jest to wynikiem tego, że jego nazwisko jest niewymawialne i żaden agent nie doradził mu zmiany:
Albo tego, że ma metr sześćdziesiąt i jest po prostu kurduplem, albo tego ze jego chłopięca uroda z wiekiem zaczyna przypominać progerię, albo jego autorskich skeczy na youtubie, dorównujących poziomem Miley & Mandy lub Demi & Selena Show - nie wiadomo. W każdym razie, zanim progeria postąpi, należy cieszyć się Milo Ventimiglią ile wlezie.
Do tej pory z jego udziałem powstały dwa wspaniałe seriale. Pierwszy i jak dla mnie niezrównany z żadnym innym to "Gilmore Girls", gdzie Milo Ventimiglia wciela się w rolę bad teensa - Jessiego Mariano i kradnie moje 12-letnie serce na parę młodzieńczych lat. Drugi to nudne Herosy, które niektórych dziwolągów fascynują, mnie, podobnie jak Lości, frustrują. Jedyna ciekawa rzecz, związana z Herosami to związek Milo i Hayden Panettiere (córki Ally McBeal). Przez pewien czas owiany tajemnicą, bo nielegalny (Hayden Panettiere dopiero w 2007 roku ukończyła 18 lat), dziś już jawny i tylko delikatnie zboczony. Mówi się o nich "para kurdupli", ale to zdecydowanie za mało charakteryzujące ich określenia. Oboje, mimo karłowatości, są wyjątkowo seksowni, a już najbardziej bez pełnych okryć wierzchnich, na Bora Bora. Ta klata Milo Ventimiglii, znana z teledysku Fergie "Big girls don't cry" z pewnością będzie mnie nawiedzać w niegrzecznych snach jeszcze długi czas.
Demi Lovato nie próżnuje. Od kiedy jakiś cud sprawił, że szpara między jej zębami na szerokość co najmniej barów Pudziana nagle zniknęła z powierzchni jej uśmiechu, świat Disneya stanął przed nią otworem.
Za czasów szpary Disney oferował Demi Lovato jedynie króciutki, porażająco niezabawny serialik "As the bell rings", który stanowił przerwę miedzy dwoma odcinkami Hanny Montany, lub miedzy Hannah Montaną a "Wizard of Waverly Place".
W tym momencie jednak Demi Lovato nie jest już byle kim. Na koncie ma parę osiągnięć, takich jak: mój personalnie ulubiony film Camp Rock, w którym Demi Lovato wcieliła się w rolę zakłamanej, rozśpiewanej nastolaty, romansującej z Joe Jonasem; swoją debiutancką płytę, wyprodukowaną po części przez Jonas Brothers oraz wyjątkowo absorbujący, autorski show dostępny tylko na youtubie - "Demi & Selena show". To jednak nie wszystko. Już w nowym roku 2009 Disney sprezentuje nam nowy serial z Demi - "Sonny with a chance". Założenia fabuły są tak denne, że nie chce mi się o nich pisać, ale zapewniam ze nie ominę żadnego odcinka, bo ufam, że to nie w założeniach fabuły tkwi sukces projektu.
Zastanawia mnie jeszcze tylko fakt, co Demi Lovato zrobiła szefom Disneya, że nadają jej w swych produkcjach tak chamskie imiona - w Camp Rock - Mitchie, które powinno być stosowane wymiennie ze zwrotem "mega lamus"; w nowym show - Sonny, które, jak dla mnie, ostro maskulinizuje postać, odgrywaną przez Demi. Naprawdę nie wiem, co złego jest w normalnych, popularnych, amerykańskich, żeńskich imionach typu Suri, Sunday czy Shiloh?
Pierzemy brudy wyczynowo. Wiemy, że Robert Pattinson i Kristen Stewart są razem. Jesteśmy czwartym Jonasem. Zostaliśmy adoptowani przez Brangelinę! Spaliśmy z Kokosimo! Czeszemy Zaca Efrona! Robimy nagie fotki Miley Cyrus!
Robert Pattinson, Jonas Brothers, Vanessa Hudgens, Zac Efron, Demi Lovato, Miley Cyrus już tu byli - czas na Ciebie!